„Kocham granice. Sierpień jest granicą między latem a jesienią; to najpiękniejszy miesiąc, jaki znam.”*

Po dłuższej przerwie chciałabym zamieścić wpis podsumowujący moje starty w sezonie letnim. Nie było ich dużo, bo raptem trzy, po wiosennym półmaratonie. Ponieważ emocje już nieco opadły, skupię się głównie na organizacji.

Pierwszy start to bardzo średnie wykonanie dziesiątki, tradycyjnie już w Swarzędzu, jednak w ogromnym upale. Przyznam, że zapisując się, nie zauważyłam godziny startu, który przypadł na 11… Organizując bieg w czerwcu, nie jest to rozsądne rozwiązanie. Do ostatniej chwili chowałam się pod jakimś drzewem i polewałam wodą. Na pierwszą piątkę starczyło, później już upał zaczął mi doskwierać. Wzięłam też te waflowe buty z półmaratonu, które były super w wilgotnych warunkach, natomiast tutaj stopy mi się zagotowały. W  dodatku po raz pierwszy i ostatni wzięłam inne skarpetki niż CEPy… (Fatalna nazwa, ale jakościowo póki co uważam je za najlepsze –  P.S. nie zapłacili mi za reklamę ani nie przesłali za darmo skarpetek, a szkoda, bo kosztują 200 zł).

Ponieważ czułam, że forma idzie w górę, postanowiłam sprawdzić się na dystansie maratońskim. Taki znalazłam najbliżej w Szczecinie. Wydawało mi się, że wszystko mam dopracowane, oprócz jednego, nie znałam trasy. Organizatorzy mieli spore problemy z tym punktem ale cały hejt w sieci skierowany w ich stronę uważam za niesłuszny. To nie ich wina, że nie dostali pozwolenia od miasta na przeprowadzenie biegu po asfalcie. Jedynie pierwsze może 15 km z pobliskich Polic po nim prowadziło, później ścieżka rowerowa, która niestety ale była tak naprawdę chodnikiem… więc mimo, że prowadziła z górki, moje buty (tym razem wzięłam najbardziej przewiewne jakie miałam, aczkolwiek mało startowe) zwyczajnie się ślizgały, bo było na nim dużo piachu. Około dwudziestego któregoś kilometra wbiegliśmy do lasu, i tam zaczęła się prawdziwa hopsasanka. Krążyliśmy tam do końca, zaczęliśmy się dublować, a ja nawet nie wiedziałam do ostatnich 100 metrów gdzie jest meta. 3 razy ktoś pokazał mi drogę, ze 20 razy pytałam się gdzie mam biec itd. Zegarek rozładował mi się na 32. kaemie, a tam kilometry były oznaczone jakoś co 5. Myślałam, że oszaleję, nerwy mi nieco puściły w końcówce, straciłam na to sporo siły. W każdym razie byłam 5. kobietą i stanęłam za pudłem, choć wolałabym na. Mimo wszystko uważam, że organizatorzy dali z siebie wszystko aby mimo trudności bieg jednak się odbył. Poza tym był super bufet na mecie, bo zamiast makaronu był ryż z gulaszem albo zupa, dzięki czemu wszystko bez lepku i mleka, o co gdzie indziej trudno i zazwyczaj wracam głodna. Poza tym duuużo owocków 🙂 Wiadomo wisienką na torcie byłaby kontrola antydopingowa… 

65860507_2349087025350545_7941073649002348544_n

Dziękuję za fotkę

Na koniec miałam nadzieję na superkompensację pomaratońską. Zaczęłam biegać bardzo dobrze drugie zakresy, nawet 15 kaemów. Po 4 tygodniach wybrałam się na 10,5 kaema do Chrzypska, jednak całkowicie poskładałam ten bieg. Już dawno nic tak źle nie biegłam. Nie wiem dlaczego, może za szybko ruszyłam, bo początek był z górki, a ja nie miałam zegarka (ładował się całą noc, a rano okazało się, że bateria jest pusta… Kupiłam go niecały rok temu, masakra). Oczywiście ten bieg też mógł się odbyć wcześniej, zaczynanie biegu w lipcu o 10-tej też nie jest najlepsze. Co mnie jednak poirytowało to fakt, że zapowiadano losowanie atrakcyjnych nagród, było ich naprawdę mnóstwo. Czekaliśmy na to 3h, a po kilkudziesięciu numerach spiker zaczął się nudzić i spieszyć, więc postanowił, że zamiast podchodzić po nagrody, zainteresowani mają przynieść nr startowe na scenę i tak będzie losował. Nic wcześniej nie wspomniał o takiej formie losowania, ani nie było do tego żadnego regulaminu. Miałam nr startowy w samochodzie, ponad kilometr od tej sceny. Mówię mu, że mam przy sobie potwierdzenie numeru tylko w smsie, który od nich dostałam oraz dowód osobisty. On natomiast postanowił kontynuować swój pomysł mając głęboko w czterech literach, że jest to nie w porządku wobec mnie. Ważne, że sam zgarnął kasę za gadanie do mikrofonu i reklamowanie swoich znajomych. Nawet napisałam do organizatora w tej sprawie ale jakoś nie pomyśleli aby przeprosić lub przyznać się do błędu, wręcz wykroczenia, bo kto organizuje loterię bez regulaminu? Ale to już ich problem i sponsorów, którzy się tam reklamowali. Na pewno tam już nigdy nie pojadę i wszyscy będą zadowoleni. Szkoda tylko, że wcześniej mi nie powiedzieli, że nie mam przyjeżdżać w tym roku.

Natomiast cieszę się, że w końcu jest sierpień, ten miesiąc zawsze przynosi mi nadzieję.

*”Zmierzch jest granicą między dniem i nocą, a brzeg jest granicą pomiędzy morzem a lądem. Granica jest tęsknotą: kiedy oboje są zakochani, ale wciąż nie wypowiedzieli ani słowa. Granicą jest bycie w drodze.” (T. Jansson)

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s