„Włóczykij obudził się w swoim namiocie i poczuł, że nadeszła jesień i czas ruszać w drogę.”*

Uwielbiam jesień, kojarzy mi się z nową nadzieją, nowymi początkami. Pamiętam jak jeszcze chodziłam do szkoły, zawsze miałam nadzieję, że ten rok będzie cudowny, nauczę się niesamowitych rzeczy, poznam wspaniałych ludzi. Nigdy się tego nie doczekałam, ale lubiłam wracać ze szkoły i udawać, ze teraz ja nauczam. W ciepłym wrześniowym słońcu, kreśliłam kredą na ustawionych na podwórku tablicach, czemu z większą lub mniejszą ciekawością przyglądał się mój pies. Zdarzało się też, że koleżanki miały lepszą fazę i zostawałyśmy godzinami po lekcjach aby skakać na splecionej z linek do prania przez moją mamę skakance. Była tak długa i solidna, że cała klasa mogła skakać na raz. To kilka takich miłych wspomnień jakie mam.

Teraz cieszę się, że skończyły się upały. Zdecydowanie wolę biegać nawet w deszczu, niż w palącym słońcu. Bardzo powoli buduję formę, dokładnie nie wiem na co, jeśli się uda, chciałabym pobiec coś w listopadzie/grudniu. Najpierw trzeba się przygotować, a dopiero później zapisać na zawody. Poza tym ma dosyć startowania w biegach organizowanych przez amatorów, chcących się na tym tylko wzbogacić, którzy nie mają zielonego pojęcia o trudach treningów.

Na pewno trzeba jeszcze wiele zarówno zmienić, a to co jest, dopracować. Staram się większą wagę przywiązywać do jakości treningów, niż do ilości klepanych kilometrów. Tych drugich jednak jest zdecydowanie za mało. Przede wszystkim muszę zmienić otoczenie. Poznań jest miastem zdecydowanie nieprzyjaznym biegaczom i człowiekowi pod każdym względem, out- & indoorowym. Zawsze wszystkim przeszkadzamy na siłowni, chodniku, czekając na zielone światło. Na siłowni ciężko pracownikom zrozumieć że ktoś przychodzi trenować, a nie przeglądać telefon, w dodatku miasto nie potrafiło przeprowadzić z powodzeniem nawet jednego dnia bez samochodów, które ciągle próbują nas rozjechać. Cieszę się, że nie pobiegnę tu już w żadnym biegu oraz, że nie sprzedaję mojego życia osobistego aby dostać pakiet czy zbierać lajki. Bardzo trudno było mi dojść do formy sprzed przerwy w życiorysie, teraz może jestem mniej zuchwała i mniej pewna siebie, bardziej szczera i bezpośrednia, ale za to wyczuwam frajerstwo i chamstwo na odległość. Może brzmi to negatywnie, ale zdecydowanie za dużo jest ludzi udających w internecie, że wszystko jest ładnie i pięknie. Nie można wiecznie tworzyć fejkowej rzeczywistości, ale należy zacząć nazywać rzeczy po imieniu.

 

 

„Lato wydawało się nagle tak dalekie, jakby go nigdy nie było, drogi od dom do domu wydłużyły się i każdy siedział schowany u siebie.”

(T. Jansson, Dolina Muminków w listopadzie.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s