„Nie wiedziałem prawie nic o tym, co dzieje się w moim sercu, naturalnie nie miałem też pojęcia, co dzieje się w sercach innych.”*

Przede wszystkim wpis ten zaczęłam już pisać 3 lipca. Dziś wydaje mi się to ważne, jest przecież październik. Nawet sama siebie zaskoczyłam, że nadałam wówczas temu wpisowi taki tytuł, ale nie o tym chciałam tu pisać. Pozostawię więc tutaj puste przestrzenie, te same, które towarzyszyły filmom Kiarostamiego…

Przecież co jakiś czas ktoś tu zagląda. Trochę mnie to martwi, bo ja nie biegam aby się z kimś porównywać, ani aby czuć się lepsza czy gorsza od kogoś. Dla mnie bieganie to życie, to dzięki bieganiu lepiej lub gorzej przeżyłam ostatnie 20 lat i w świecie psychopatycznych narcyzów udało mi się pozostać człowiekiem.

Niestety ostatnie miesiące wyłączyły mnie całkowicie z biegania. Nie potrafiłam o tym napisać. Nikt tak do końca nie wie co się stało, jak mnie naprawić ani czy i kiedy wrócę na ścieżki maratońskie. Chodzenie do lekarzy też czasem jest jak wizyty u wróżki. Chciałam o tym napisać jak już będzie po wszystkim, bo może kiedyś, komuś, gdzieś to się przyda, ale ponieważ się nie zanosi, piszę dziś.

Wracając na do tych białych wróżek, jednak bardzo trudno rozmawia się z kimś, kto nie jest otwarty na inny punkt widzenia, cudze doświadczenia lub ma całkowicie inny system wartości. Nie mówię, że wszyscy bo spotkałam też wielu super lekarzy. Mogłabym napisać książkę z wizyt w przychodni. Najgorsze, że zachodzę i nagle mam oopowiadać o sobie Przecież od 16 lat żyję słuchając i opowiadając o innych. Ktoś słusznie zauważył, że mówienie o sobie nie przynosi mi ulgi. To jest prawda, zawsze bardziej interesuje mnie ta osoba naprzeciwko.

Poza tym od wielu lat nie chodziłam do lekarzy, tyle co po szczepionki na covid czy jakieś papierki do pracy. Serio… Ogólnie miałam uraz, nie lubiłam lekarzy. Teraz zmieniłam zdania, uważam, że lekarze, jak w każdej grupie zawodowej, bywają tacy i siacy. Dobrzy-źli, mili-niesympatyczni, empatyczni-obojętni, tacy, którzy zostali lekarzami aby pomagać innym-tacy którzy zostali lekarzami dla kasy itd. W dodatku są to przecież ludzie, też mają swoje życie, problemy i uczucia.

Drugą taką grupą osób, z którymi spędzam najwięcej czasu są fizjoterapeuci. I tutaj chapeau bas! To ale jest trudna praca, ale stres, a pieniądze nieporównywalne do tego, co dostają lekarze często tylko za poklikanie czegoś tam na komputerze. Serio tyle pracy, wyrozumiałości i cierpliwości, którymi wykazali się fizjoterapeuci to coś niesamowitego. Nie jestem w stanie przyswoić tej całej wiedzy jaką się ze mną dzielą, bo kiedy studiowali anatomię, jak wiecie, czytałam poezję.

Teraz nawet trochę mi szkoda, że nie kręciła mnie biologia. Jakbym wiedziała, że radiologia jest taka ciekawa i wystarczy opisywać zdjęcia bez kontaktu z pacjentami (bo ktoś może się nie umyć przed wizytą), to jednak bym nad tym przysiadła. Kiedyś nawet znałam osobiście jednego radiologa, w sensie nie jako lekarza, i wtedy go nie rozumiałam… Teraz myślę, że może i nawet lepiej, ale co do radiologii miał rację…

Chciałabym tutaj dodać, że bez względu na efekt końcowy tego wszystkiego, dziękuję wszsytkim tym, którzy byli, za to, że byli, tym, którzy chcieli być, że zostali, gdy inni wymiękli.

Piszę, gdy tego efektu końcowego nie da się nakreślić czasoprzestrzennie… Piszę, nie po to żeby tam kogoś skrytykować, ani żeby zarwać nockę. Piszę bo może już teraz ktoś przechodzi przez coś podobnego. Może Was też odsyłają od Annasza do Kajfasza.

Właściwie wszystko zaczęło się po tym jak w Pradze wjechał we mnie samochód (przypomnijmy, że jechałam z górki, więc dość szybko, trasa była pusta i nagle ktoś mnie wyprzedza i skręca na tę moją ścieżkę, ja mam dwie opcje: gwałtownie zahamować lub przelecieć górą. Hamuję, ląduję na kierownicy a samochód wgniata mnie w już zaparkowany po prawej inny samochód, bo przecież „nie widział ani mnie, ani tamtego samochodu”, z tego powodu nie robiłam nigdy prawa jazdy, nie wybaczyłabym sobie, gdyby komś coś się stało, bo ja czegoś nie widziałam, nad czymś się zamyśliłam. Jak jeżdżę rowerem tylko ja ciągle obrywam i jestem poszkodowana. Ale jednak element frajdy jest większy niż cały hejt do rowerzystów oraz zagrożenia z tym związane). Pierwszy miesiąc nie wsiadałam na rower ani nie biegałam. Od tego czasu, w miejscu uderzenia, pojawiał się sporadycznie ból. Nasilał się przy dłuższym siedzeniu np. na czymś twardym lub przy noszeniu czegoś ciężkiego. Ja tam zawsze zakładam, że ból się rozejdzie po kościach, no ale tak nie jest.

Jak wiecie od lutego na przemian podczas biegów pojawiało się zapowietrzanie. Najgorszy był jednak maraton, na który byłam świetnie przygotowana. Nawet rano czułam się super wypoczęta. Choć po tak długiej przerwie ogarnął mnie straszny stres, biegło mi się lekko. Nagle, już od 5 km, w różnych częściach ciała zaczęły pojawiać się takie cegły. Serio, jakby mi ktoś w różne miejsca włożył cegłę. Było to dziwne, nigdy czegoś takiego nie czułam, tyle zepsutych biegów, ale żaden w ten sposób. Musiałam przejść do marszu, gdy tylko chciałam kontynuować bieg, cegła mówiła: „-nie”. Dopiero gdy przeszłam do marszu poczułam znów ból w miednicy, więc nie był to powód przerwanego biegu.

Poszłam więc do lekarzy od poszczególnych cegieł, aby dowiedzieć się co i jak. Przy okazji pomyślałam, że zapytam też o tę miednicę. Nie wiedziałam, że to taka puszka Pandory. Nigdy wcześniej nie robiłam roztrenowania (teraz rozumiem, po co ono jest… :P) Więc po dwóch tygodniach od maratonu ruszyła jakaś reakcja lawinowa. Lekarka stwierdziła, że muszę iść z tym do ortopedy. Pewnie każdy z Was kiedyś poszedł z ręką, stopą czy kolanem. Tutaj sytuacja wyglądała średnio, rozwinęłam listę ortopedów w placówce, gdzie zainwestowałam w abonament, no i w Poznaniu w tej specjalizacji byli sami mężczyźni. Na szczęście wszyscy okazali się grzeczni i w większości nawet sympatyczni, więc nie ma się czego obawiać. Nawet ciekawie się rozmawia jak ktoś mnie nie traktuje z góry, tylko jako równego partnera konwersacji. Szkoda tylko, że nie można sobie wybrać urazu. W sensie, z tego co mówili, każdy zajmuje się ręką, nogą czy kręgosłupem, no ale wszystko się gdzieś musi łączyć. Poznań to jednak małe miasto. Im dłużej tu mieszkam (a raczej pomieszkuję), tym bardziej obco się tu czuję. Myślę, że bardziej u siebie czułam się w Berlinie, w Pradze, nawet w Ramallah, niż tu. Jest to strasznie smutne, ale prawdziwe. Wszystko wydaje mi się tutaj takie fejkowe, ale o tym na innym blogu.

W każdym razie, znam osoby po bardzo ciężkich urazach, operacjach, które wróciły do biegania na dużo wyższym poziomie, a tutaj mi coś ciągle mówią o cierpliwości i takich tam. Ludzie marzą o wielkich domach, jakichś drogich samochodach, wczasach all inclusive, niektóre kobiety koniecznie chcą wyjść za mąż (najchętniej aby wstawić zdjęcie na fejsbuku, tsssyyy…) lub mieć dziecko, a ja bym chciała znów pomykać po lesie. Czy to tak wiele?

Szkoda, że się na tym nie znam, że muszę ciągle kogoś prosić o pomoc, o konsultacje czy wykonanie jakiegoś zabiegu. Wydaje się takie oczywiste, że jak płacę, to wymagam, ale chyba niektórym jest ciągle mało. Kulejąca publiczna służba zdrowia stała się też gratką dla lekarzy, którzy mogą się dorobić na wizytach prywatnych, które często okazują się zwykłą stratą czasu i nerwów (oraz kasy oczywiście).

Dlaczego to takie ważne aby powrócić do biegania? Bo tylko dlatego, mimo całej ohydy i bezczelności świata udało mi się pozostać człowiekiem, cieszyć się z najprostszych rzeczy, jak uśmiech, szczerość czy ciepło uścisku, wsparcia czyjejś dłoni. Nie zamieniłabym tego na żadne bogactwa ani złudne relacje.

Weekend to czas na rozpustne piosenki. Świetne wykonanie, prawda? W belgijskim The Voice co sezon pojawiają się takie niespodzianki… Lubię też francuską wersję tego programu, szkoda, że polska nie jest na takim poziomie.

*H. Murakami, Pierwsza osoba liczby pojedynczej.

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s