„Najpierw zniknęła muzyka, następnie dochodzące skądś światło słońca”.*

Przypadkowo lub nie, zbiegło się w tym tygodniu, że pojawił się temat introwertyzmu. Mam wrażenie, że jest to kwestia jakoś negatywnie odbierana przez współczesne, ekstrawertyczne społeczeństwo.

Zaczęło się od tego, że jakaś pani w grupie na portalu społecznościowym (denerwują mnie nieco te grupy, ale czasem tam zaglądam) napisała, że mają sytuację z uczennicą z Ukrainy, że dostaje same pały, przestała rozmawiać z nauczycielką, z dziećmi też nie rozmawia itd. Później, że nigdy nie była dzieckiem introwertycznym aby mieć problemy z nauką. Napisała to w jednym zdaniu, tak, jakby sam introwertyzm miał być przyczyną problemów w szkole. Wydaje mi się to dziwne, bo sama bym się tak opisała, że byłam dzieckiem introwertycznym, ale generalnie dobrze się uczyłam, choć kujoństwo nigdy mnie nie interesowało. Uczyłam się tego, czego chciałam, zresztą też tak powtarzam moim kursantom, że każdy może się wszystkiego nauczyć, jeśli tylko chce. Na pewno fakt, że lekcje były w języku obcym i dla dziecka, które mieszka tu od kilku miesięcy, na omawianie polskiej lektury wpłynął negatywnie. Było to zadanie zwyczajnie za trudne. Jest to błąd systemowy. Współczuję ludziom, którzy pracują w ramach takich struktur. Miała prawo się zbuntować, zablokować, zresztą nawet gdyby zrobiła to z premedytacją, w co wątpię, każdy ma prawo do niskiej tolerancji dla pewnych spraw. Według mnie do takich należą: chamstwo, bezczelność i głupota – te trzy są w stanie naprawdę wyprowadzić mnie z równowagi.

Co do bariery językowej, przepraszam jeśli już o tym wspominałam, ale powtórzę, pamiętam, że będąc na Erasmusie, poszłam na spotkanie, na którym były same Niemki. Wymyśliły jakąś tam grę, która głównie polegała na mówieniu. Każda pochodziła z innej części Niemiec, w dodatku mówiły bardzo szybko, wiec tylko się przysłuchiwałam. Sophia, która jest chyba najbardziej szczerą osobą jaką spotkałam ever (no poza mną samą) nagle wypaliła do mnie: „Agata, czy to jest dla ciebie za nudne?” Strasznie mi było przykro, że tak to odebrała, że sprawiałam takie wrażenie, zwyczajnie wówczas nie miałam takich kompetencji aby wziąć udział w tej zabawie.

W tym tygodniu czytałam też o tym, że Iga Świątek mówiła, jak czasem trudno jest patrzeć ludziom w oczy, przeprowadzać small-talki i w ogóle opowiadać o sobie. Czasem słucham tych jej wywiadów i faktycznie jest to widoczne, że nieco ją to wszystko krępuje jak ludzie tak wypytują lub zbyt intensywnie patrzą na nią podczas rozmowy. Dla introwertyka jest to trudne, natomiast ekstrawertyka będzie to jeszcze podkręcać. Kiedyś słyszałam, jak jacyś tam aktorzy pytani o opinię najseksowniejszych mówili, że też tak o sobie myślą, serio, a w rzeczywistości ani tego nie widać, ani nie słychać (no ja mam słabość do niskich męskich głosów), ale co tam, naprawdę byli tym podjarani.

Ktoś zapyta, jak sobie radzimy, czy ktoś taki może wykonywać poważną pracę. Otóż jak najbardziej. Głównym punktem jednak jest kwestia zaufania. Dobrze się czujemy wśród ludzi, którym ufamy. Introwertyzm sprawia, że bardzo silnie odczuwamy emocje, jeśli nie możemy ich zidentyfikować, będziemy je analizować itd., coś czym ekstrawertyk nie będzie sobie zawracał głowy. Wchodzimy wewnątrz siebie, ale chcemy także poznać wnętrze innych. Dlatego introwertycy są świetnymi menedżerami, potrafią zarządzać zespołem, bo traktują w nim każdego indywidualnie, potrafią zrozumieć sytuację i potrzeby współpracownika.

Pamiętam jak pierwszy raz miałam prowadzić zajęcia, bardzo się denerwowałam, teraz to w sumie pikuś, bo mogę mieć zawsze pomoce interaktywne, mam Zosię i Antosia, na których przerzucam cześć uwagi, ale wówczas nauczałam metodą bezpośrednią w małych grupach. Tak naprawdę były to jedne z moich ulubionych zajęć, bo cały czas prowadziliśmy rozmowę, tak, aby nie mieli nawet czasu się zastanowić, że się wstydzą, że czegoś nie potrafią powiedzieć i wszyscy kursanci byli dla mnie jak przyjaciele.

Bycie introwertykiem nie oznacza, że nie lubimy ludzi. Uwielbiamy ludzi, między innymi dlatego tak trudno jest nam na kogoś patrzeć, jak coś mówimy, bo bardziej interesuje nas ta osoba naprzeciwko niż to, co mamy do powiedzenia. Zwyczajnie nie interesują nas powierzchowne relacje, po co mówić słowa, które będą puste, które nie będą miały pokrycia, odzwierciedlenia w działaniu. Poza tym bardzo przywiązujemy się do ludzi i przez to tak boli, gdy znikają z naszego życia.

To tyle na dziś, wstawiam jakąś piosenkę, zagrałabym sama, ale ktoś mi nie dostarczył kontrabasu -_-

Kiedyś słuchałam wywiadu z pewnym kontrabasistą (jak coś, nadal krąży po YT), no i wtedy już wiedziałam, że kontrabas wystarczy…

*”Nie mogłem sobie przypomnieć nawet urywka żadnej melodii.”

(H. Murakami, Pierwsza osoba liczby pojedynczej, przeł. Anna Zielińska-Elliott, MUZA 2020.)

Reklama

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s