„Nie bardzo umiałem odróżnić liczne zjawiska występujące pomiędzy radością a smutkiem…”*

Widzę, że ktoś tutaj regularnie czeka na nowy wpis. Tymczasem miałam takie ciche tygodnie, związane w dużej mierze ze skomplikowaną sytuacją w pracy, która jakoś odbiła się na mojej wielopłaszczyznowej formie.

Cóż zresztą można pisać. Sama nie lubię jak ktoś wrzuca posty, jak to mu ciężko na treningu itd. Od tego w końcu jest trening, aby się zmęczyć. Tymczasem już w grudniu zaczęła mi spadać forma, więc do końca stycznia głównie klepałam dużo kilometrów. W lutym poszłam jeszcze szarpnąć piątkę na CT, ale nie byłam w stanie oddychać i jej ukończyć. Do marca jakoś się ogarnęłam i z trudem dociągnęłam życiówkę. Mimo średnich czasów udało się stanąć na pieńku w kategorii wiekowej. Właściwie to pierwszy raz ukończyłam cały cykl biegów. Wcześniej albo coś złamałam, albo gdzieś wyjechałam… Było to dla mnie coś nowego. Podziwiam osoby, które ściagają się na wysokim poziomie przez cały rok, nie wiem jak to robią, ale też jakoś specjalnie się na tym wszystkim nie znam.

Fot. Andrzej Olszanowski
(P.S. Wiem, że mam za dużą marynarkę… Akurat była ostatnia. Uwielbiam oversize i dlatego chętnie ją noszę. Oczywiście nie musi się nikomu podobać :P)

Niestety podczas Maniackiej Dziesiątki sytuacja z lutego się powtórzyła… Tyle lat biegam, a po raz pierwszy nie ukończyłam dystansu 5K i 10K… Biorąc pod uwagę, że byłam już zapisana na 14. PKO Poznań Półmaraton, wyglądało to w bardzo czarnych barwach. Tym bardziej, że po tej dziesiątce odezwał mi się dawny uraz.

Mimo to postanowiłam wykorzystać te 3 tygodnie, które były pomiędzy startami, na ćwiczenia rehabilitujące i wzmacniające (oraz biegi w trzecim zakresie oczywiście :P)

Wszystko miało być proste i piękne. Sytuacja zaczęła się komplikować na tydzień przed startem. Nie na wszystko mamy wpływ. Postanowiłam wystartować. Teoretycznie zawsze można zejść z trasy, choć w tym przypadku, zejść gdzieś na Grunwaldzie, czy Drodze Dębińskiej w tym zimnie, wydaje się problematyczne. Tak samo jak ustawienie się za wcześniej na starcie. Po raz kolejny organizatorzy nie pomyśleli o amatorach. Dla nich liczy się tylko zaproszona elita. Niech więc organizują bieg tylko dla nich… Sztuczny tłum w postaci osób towarzyszących na Targach (oczywiście nagle wszyscy bez maseczek, bo skoro jakiś tam minister bąknął, że nie trzeba ich już nosić, to na jego „święte” słowo, wirus nagle zniknął), po czym wychodzenie razem z biegaczami poprzez wąskie drzwi i blokowanie dojścia do stref startowych. Pytam ochroniarza, po co tam stoi, skoro i tak, niczego to nie zmienia i każdy może przejść wyjściem dla biegaczy. On mi na to, że przecież tu wychodzą tylko zawodnicy. Pokazuję mu obok pełno ludzi w płaszczach futrach, czapach. 10 minut do startu a wszystko ugrzęzło w drzwiach i nie można tego przepchnąć… On wówczas się obudził i mówi: – Tu tylko biegacze mogą! Ludzie tylko tak na niego popatrzyli i dalej tak stali, zresztą nie było nawet jak zawrócić.

Dyrektor POSiRu musi mieć jakąś niezwykle bliską relację z Prezydentem Miasta, ze dzierży tę funkcję. Zresztą ten drugi pewnie chętnie obraca się wokół podobnych sobie. Wspominałam już, jak bardzo żałuję, że na niego głosowałam?

Czasem wychodząc z metra w Berlinie, na przejściach między U-Bahnem i S-Bahnem są takie bardzo wąskie ruchome schody, gdzie nie da się nikogo wyprzedzić. Mieszkając tam nauczyłam się, że jak się tak lekko wesprze osobę przede mną, to ci z przodu też się jakoś ruszą. Zresztą panowie za mną jakoś mnie wspierali w tej przepychance (ktoś nawet próbował mnie przerzucić górą, dobrze, że jestem taka ciężka i jednak nie da się mnie mimowolnie ruszyć) i tak znalazłam się w strefie na 20 sekund przed startem… Ale stres, niepotrzebne nerwy…

Mimo maści rozgrzewających, ciągle czułam zimny wiatr, który jeszcze w pierwszej części trasy, gdy biegliśmy w grupie, tak nie przeszkadzał. Później zaczęło sie wszystko rozciągać, oczywiście długie odcinki biegłam w zawieszeniu pomiędzy grupami, ale wolę to, niż jak ktoś wyprzedza, wskakuje pod nogi i wówczas zwalnia… Po co ludzie to robią? Jaki jest ich cel? Na to pytanie nie potrafię znaleźć odpowiedzi.

Na 12,5.K miałam moją wspaniałą ekipę techniczną, która zaopatrzyła mnie w wodę oraz żele energetyczne. Dziękuję Kalince i Matuszowi, że specjalnie tam podjechali, aby mnie wesprzeć! Niestety około 15K zaczął padać śnieg, a ja miałam tak zmarznięte ręce (na krótko przez startem, ale już po schowaniu maści, byłam jeszcze w toalecie, dziękuję wszystkim biegaczkom, które mnie przepuściły na strefę A, i zwyczajnie umyłam ręce, więc maść już tak nie trzymała), że wypadł mi z ręki ostatni żel. Zawróciłam po niego, ale trudniejsze okazało się zatrzymanie i schylenie (oj poczułam dwójeczki). Zawsze takie wybicie z rytmu jest trudne, później na nowo trzeba było się rozpędzić. Oczywiście na podbiegu pod Roosevelta (widocznie coś czuje, że nie darzę gościa sympatią) miałam już odmrożone ręce i wszystkiego dość. Udało się raptem ugryźć 20 sekund życiówki, która teraz wynosi 1:28:59 (tak wygląda jakbym celowała w 1:29, a ja tylko biegałam „tak szybko jak się da, tak długo jak się da”), co, biorąc pod uwagę, że trasa była identyczna jak jesienią, jest bardzo porównywalne.

Cieszę się oczywiście, że forma idzie w górę, że się nie zapowietrzyłam. Były może ze 2-3 takie kryzysowe momenty, ale udało mi się uregulować oddech. To mój pierwszy poważny start tej wiosny i mam nadzieję, że jeszcze coś dobrego uda się zdziałać. Zawsze powtarzam, że dobro samo się nie wydarza, tylko my je tworzymy.

Dziękuję wszystkim wolontariuszom w biurze zawodów, depozytach, strefach bufetowych na trasie (przepraszam jedną dziewczynkę, która tak wysoko trzymała kubek z wodą, że w momencie odbierania, wszystko poleciało jej na twarz, w tym zimnie szczególnie nie było to przyjemne), zespołom, wszystkim którzy wsparli mnie po imieniu oraz oczywiście masażystom 🙂 i współbiegaczom!

Do zobaczenia!

Tutaj wcale sie nie rozpycham, tylko idę sobie na bok, bo myślałam, że zwymiotuję i nie chciałam na tego gościa…

*H. Murakami, Pierwsza osoba liczby pojedynczej, MUZA.

(Z japońskiego przeł. Anna Zielińska-Elliott)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s